Ostatnie komentarze
- Drodzy webmastera I udali sie na miejsce i stw...
19.05.12 07:08, autor: mabon davis - Jadę ! :)
16.05.12 12:11, autor: MaciekPod - spoko że są polskie napisy zapraszamy
15.05.12 12:16, autor: joker - na razie czekamy na decyzję Unibetu co robimy ...
11.05.12 11:42, autor: K. - Sądzę, że dla tej powiedzmy 20-tki finalistów ...
08.05.12 20:58, autor: Robert
| "Barbarzyńcy pokera" w Newsweeku |
| News | Z kraju |
| Wpisany przez Marta | wtorek, 31 sierpnia 2010 13:27 |
|
Artykuł zaczyna wstępem: "Stary dobry poker poszedł z dymem wraz z cygarami. Miejsce wytrawnych graczy zajęli cwani studenci matematyki i informatyki." Ciśnie się na usta pytanie: to w końcu, który poker był / jest tym "złym"? Skoro ten oparty na umiejętnościach, logice i naukach ścisłych nie jest w porządku? Zapraszamy do lektury całego materiału:
Gwiazdy, które przy pokerowych stołach królowały od lat, muszą powiedzieć pas. Wielokrotny mistrz, prawdziwa legenda Las Vegas Johny Chan, w tym roku na World Series zajął 156. miejsce i wygrał niecałe 60 tys. dolarów, co przy milionowych wygranych pierwszej dziesiątki jest wynikiem żałosnym. Chanowi od kilku lat idzie na tyle źle, że specjalistyczny magazyn "Bluff" (Blef) określił go wręcz jako "kompletnie nieistotnego". "Bluff" podobnie pisze też o Doyle'u Brunsonie (po prawej), którego kariera trwała nieprzerwanie ponad 40 lat. Nic dziwnego, że nawet 40-latki, takie jak Phil Helmuth, planują udać się na pokerową emeryturę. Starą gwardię zastępują gracze, którzy wykorzystują zupełnie inną technikę. Nie ćwiczą latami odczytywania emocji przeciwnika. Nie trenują psychologii blefowania i prześwietlania cudzych trików. Właściwie w ogóle ignorują zachowanie przeciwnika. Tak samo jak profesjonalne trzymanie kart, bo czasem podczas turnieju mają je w rękach dopiero trzeci czy czwarty raz. Liczy się dla nich czysta matematyka, bo tylko ona okazała się skuteczna podczas internetowych gier w pokera, na których ćwiczyli od dziecka. A do tego - o zgrozo! - żadnych cygar, koniaku i całego anturażu, który dodawał grze niepowtarzalnego uroku.
Nikt nie traktował Moneymakera jako zagrożenia dla pokerowych tuzów, aż niespodziewanie wygrał całe zawody. Z Vegas wyjechał bogatszy o 2,5 miliona dolarów. Dziś jego majatek, który od tego czasu regularnie powiększa dzięki grze w karty, szacowany jest na pięć milionów dolarów. A zawodowcy zaczęli mówić nawet o efekcie Moneyakera. W ten sposób określają najazd matematycznych prymusów - obrytych w stategii, oczytanych w książkach o pokerze i uzbrojonych w sobie tylko znane wyliczenia - na świat, w którym najlepsi do tej pory gracze chlubili się tym, że w ogóle niczego nie czytają. Tego typu próby zawojowania hazardu oczywiście zdarzały się już wcześniej. Mózgiem najbardziej spektakularnej operacji był Bill Kaplan, którego historia posłużyła jako luźna kanwa filmu "21" (2008) Roberta Luketica z oscarowym aktorem Kevinem Spaceyem w roli głównej. Kaplan miał świetną pamięć. Dzięki niej dostał się na Harvard. Wykładowcy nie wiedzieli, że równie dobrze, jak rozwiązuje zadania, radzi sobie z liczeniem kart. Na początku lat 80. zaczął zachęcać do tego samego równie bystrych kolegów z najlepszych amerykańskich uniwersytetów, takich jak Cambridge i MIT. Uczył ich podstaw blackjacka i trenował w liczeniu kart. Potem razem jeździli do kolejnych kasyn, ogrywając jedno po drugim. Aż pracownicy biznesu, który opiera się przecież na tym, aby pieniądze zostawały w kasie właścicieli, zaczęli rozpoznawać chłopców z dobrych domów i zakazywać im wstępu. Poker zawodowy to jednak sprawa zdecydowanie bardziej masowa. Kiedy Maoneymaker po raz pierwszy grał w WSOP Main Event, zapisało się niewiele ponad 800 pokerzystów. W tym roku było ich ponad siedem tysięcy (!), wielu ściągnęło do Las Vegas zachęconych kolejnymi realnymi sukcesami komputerowych graczy. A wraz z nimi urosła pula nagród (70 mln dolarów) i wartość pierwszej nagrody (ponad 8 mln dolarów). A to już stawka, która może nawet zmotywować do wyjścia z domu nawet najbardziej aspołecznych kujonów. Takich hak Matthew "Matt" Matros, tegoroczny zdobywca bransoletki World Series of Poker, najwyższego niepieniężnego trofeum na zawodach. Matt bardziej przypomina technika komputerowego niż kasynowego playboya. Zamiast szelmowskiego błysku w oku i złotego zegarka ma przetłuszczoną grzywkę, przykrótki sweterek i spojrzenie znudzonego urzędnika. Ukończył studia na prestiżowym Yale, po których pracował jako inżynier. Uznał jednak, że zdolności matematyczne, które rozwijał w jednej z najlepszych uczelni na świecie, lepiej wykorzysta do szacowania prawdopodobieństwa uzyskania dobrej karty w pokerze niż w nudnej pracy. Sobie tylko znany system opracował podczas gry online. Poszło mu tak dobrze, że z kart sfinansował sobie kolejne studia. Tym razem jest to kurs pisania książek sience fiction. Dziś po kolejnych takich sukcesach zarabianie na pokerze w internecie jest wśród amerykańskich studentów nauk ścisłych tak popularne, ze na stronie StudentHumor.com wymieniają się nawet sposobami, jak najskuteczniej skupić się na grze internetowej podczas lekcji czy zajęć w laboratorium. Pełno też wpisów dziękczynnych dla wynalazców telefonów komórkowych z internetem, z których można korzystać praktycznie wszędzie. Nic dziwnego, że według szacunków naukowców ze Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu w Connecticut internetowy hazard regularnie uprawia nawet co czwarty (!) student. Tak jak Joe Cada, ubiegłoroczny zwycięzca WSOP, który już jako nastolatek utrzymywał się z gry. Gdy tylko skończył 21 lat i mógł legalnie wejść do kasyna (młodszych się w USA nie wpuszcza), zapisał się na turniej. Pokonał wszystkich grających od lat profesjonalistów i zarobił 8,5 mln dolarów. Komputerowych maniaków takich jak Cada strasi gracze z pogadą nazywają kujonami pokera. Ale przy stole są wobec nich bezradni. Młodzi prezentują styl, którego starsze pokolenie nie rozumie. Według Davida Chicotsky'ego, który prowadzi w Las Vegas jedną z kilkuset założonych w ostatnim czasie szkół nowego stylu dla graczy online i tych preferujących rozdania w realu, z matematyczno-komputerowych wyliczeń wynika, że należy ostro obstawić, nawet jeśli się nie ma dobrej karty. Agresja za wszelką cenę popłaca, bo klasyczni gracze po dorzuceniu pieniędzy zaczynają powoli tracić nerwy. A nawet jak raz na jakiś czas popełni się błąd, to zostanie on szybko naprawiony w kolejnych rozdaniach. Nowi grają ostro i bezczelnie, więc przy wyrafinowanych dziadkach i ojcach pokera zachowują się jak rozpychający się łapami nuworysze. Ale wygrywają, mimo że teoretycznie ich wiek wskazywałby na to, że nie mają doświadczenia. No ale dziś nawet szesnastolatki mogą w liczbie internetowych rozdań przebić pokerzystę z kilkunastoletnim stażem. Dla bardziej zaawansowanych około stu rozdań na godzinę jest normą, bo stosują coś co nazywają multitablingiem. Jednocześnie grają przy różnych wirtualnych stolikach, które widzą na kilku ekranach. Rekordzista, Bertrand "ElkY" Grospellier z Francji, rozgrywa w tym samym czasie 51 partii. Wiele wskazuje jednak na to, że starzy pokerzyści wyciągną jeszcze jakiegoś asa z rękawa. Część z nich korzysta już bowiem z usług szkoły Chicotsky'ego. I podobno coraz rzadziej widać ich w kasynach. Wolą spędzać wieczory przed komputerem. Na portalach, które pozwalają na hazard. Newsweek, Maja Gawrońska |
Linki sponsorowane
Turnieje Bounty na bwin.com z pulą $400. Zgarnij $100 za wyrzucenie Bartka Soćko w każdy czwartek o 21:00!
Joker Sit & Go. Freerolle z pulą $500 na platformie bwin.com.
Skorzystaj ze 100% Deposit Bonus na Full Tilt Poker!


Polska prasa coraz częściej częstuje nas materiałami dotyczącymi pokera. Tym razem mamy okazję zapoznać się z artykułem przygotowanym przez Panią Maję Gawrońską, która na łamach Newsweeka podzieliła się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi nowej ery pokerzystów - matematycznych i chłodno analizujących strategów.
Las Vegas nie było do tej pory miejscem, które miało wiele do zaoferowania maniakom komputerowym i skromnym matematykom. Kasyna szturmowali przede wszystkim eksperci w piciu drinków i przegrywaniu w ruletkę, a nie w rozwiązywaniu zadań z algebry. Ale już jest. Krupierzy, barmani i bramkarze oniemieli. Obserwują właśnie zjawisko dla nich niesłychane: miasto przeżywa najazd mózgowców dzielących się na sztywniaków z najlepszych szkół i lekko aspołecznych fanów high-tech. O co chodzi? O pokera, jedną z flagowych rozrywek stolicy hazardu. To właśnie tę grę, kuszącą wizją milionowych wygranych, od kilku ładnych lat miała na celowniku pokaźna grupa bystrych początkujących informatyków, którzy będąc nastolatkami ćwiczyli się w internetowym hazardzie. Teraz podrośli, nabrali szlifów, pokończyli dobre uczelnie, gdzie przećwiczyli kombinacje matematyczne i postanowili wejść do prawdziwej gry. Przez co w konserwatywnym, za to niezwykle barwnym świecie sportowego pokera zaszły totalne przetasowania.
Wszystko zaczęło się od Chrisa Moneymakera (po lewej), amerykańskiego księgowego, który monotonię pracy urozmaicał sobie od czasu do czasu hazardem w sieci (twierdzi, że popchnęło go do tego nazwisko, które po polsku brzmiałoby Zbijacz Kasy). Kiedy w 2003 roku postawił 39 dolarów w wirtualnego pokera, okazało się, że to eliminacje do całkiem realnego turnieju World Series of Poker Main Event. Moneymaker został pierwszym w historii graczem, który zakwalifikował się z internetu (reszta dostaje się dzięki wygranym w mniejszych turniejach lub po zapłaceniu 10 tys. dolarów wpisowego dodawanego do puli nagród).









Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.